piątek, 17 maja 2013

#1 Codzienność (Prolog od Fumi)

Wyszła z domu, machając babci na pożegnanie, z całym tostem w buzi. Nie mogła spóźnić się do pracy, jeszcze by ją wylali! Wsiadła na rozlatujący się rower i, nie zwracając uwagi na siostry, które prawdopodobnie zostały w domu, zaczęła pedałować, skręcając w uliczkę prowadzącą prosto do kawiarni.

Postawiła rower przed wejściem i weszła do przebieralni przez tylne wejście. Przebrała się w ciuchy firmy i zawiązała fartuszek, po czym stanęła przy ladzie, czekając na siostry. Nie chciała otwierać zanim przyjdą, jednak szef był dziś obecny i dał jej do ręki klucze.

- Otwieraj. - mruknął i wrócił na zaplecze, gdzie usiadł wygodnie w fotelu, podejrzanie gapiąc się na ciuchy dziewczyny, ładnie poskładane na jej półce.

Fumi posłusznie podeszła do drzwi i przekręciła złoty kluczyk w drzwiach, po czym wpuściła długą kolejkę osób, które czekały od rana by usiąść i napić się kawy. No tak, w końcu była sobota.

Podeszła do jednego ze stolików, z wesołym, lecz wymuszonym uśmiechem. Wyjęła notatnik i długopis, zapisując zamówienie. To samo zrobiła przy kilku innych stolikach, by następnie podejść do baru, przygotować i po kolei zanieść filiżanki i talerze do zamawiających.

Jak zwykle, po pracy przebierała się w damskiej toalecie, w obawie przed szefem. Było w nim coś takiego, co kazało Fumice uważać. Pożegnała się z nim, przeliczając najpierw napiwki, które tego dnia zebrała i, nie czekając aż ktoś ją zatrzyma, wsiadła na rower i wybrała najkrótszą drogę powrotną do domu.

Zostawiając rower oparty o ścianę, weszła do domu, zamykając za sobą drzwi i ściągnęła buty. Następnie udała się do swojego pokoju, wsypując swój zarobek do niebieskiej skarbonki. Chwilę potem już była z powrotem w korytarzu, idąc w stronę sypialni babci. Uchyliła drzwi, spoglądając na śpiącą opiekunkę. Uśmiechnęła się lekko.

- Ile razy mam powtarzać, żebyś nie zamykała drzwi. - szepnęła cicho, choć wiedziała że babka jej nie usłyszy.

Ruszyła do kuchni, wzięła jedną kromkę chleba i nałożyła trochę sałatki z poprzedniego tygodnia i zjadła, zamiast obiadu. Westchnęła cicho i zawołała psa. Przywitała go głaskaniem i innymi pieszczotami, pobawiła się z nim chwilę i dała mu trochę karmy, którą dostała od jednej z pracowniczek kawiarni.

Zawołała wszystkich na kolację, którą były tosty z masłem i mlekiem. Dlaczego ona? Starsza siostra chyba właśnie ćwiczyła nową piosenkę, a najmłodsza pomagała jej, swoim śpiewem. Babcię zaś trzeba było obudzić.

Po tym wszystkim poćwiczyła trochę śpiew. W końcu jutro znów pracują na południową zmianę, a rano mają dawać występ. Koło 22 godziny przykryła się brązowym kocem i zgasiła światło, dając w ten sposób znać siostrom, śpiącym w tym samym pokoju, że pora spać.

Dzień jak co dzień, dzień po dniu.